KAPUSTA, SAŁATA, GROSZEK, CZYLI JEDZ ZIELONE

  • 1.03.2019, 09:23
  • Audycje
KAPUSTA, SAŁATA, GROSZEK, CZYLI JEDZ ZIELONE
Felieton nr 19 z dnia 27 lutego 2019

Jakby się tak uważniej zastanowić nad egzystencją człowieka XXI wieku w krajach cywilizowanych, to trzeba przyznać, że jest ono może nie nazbyt łatwe, ale za to dość wygodne. To różnica, bo jak wiemy, łatwo nie jest. Ilość obciążeń, które musimy dźwigać na naszych barkach jest często ogromna. Rachunki, kredyty, ciągłe bodźce płynące ze mediów, z których jasno wynika, że współczesny świat jest miejscem dla człowieka niebezpiecznym.

Ale już w kwestii wygody źle nie jest. Nie musimy na przykład iść po wodę nad rzekę (szczególnie, że jej jakość pozostawia wiele do życzenia),  nie ma także potrzeby dźwigania prania na brzeg akwenu i dokonywania tam  jego odświeżenia. W celu zdobycia pożywienia nie musimy wykazywać się ani szczególnymi umiejętnościami, ani też ogromnym wysiłkiem. Bierzemy koszyk i idziemy „w regały”, jak mawia klasyk.

Tymczasem w sieci pojawił się film ukazujący restaurację, w której klient aby spożyć posiłek musi go sobie najpierw uwaga – uśmiercić! Procedura jest następująca: zasiada do stolika, otrzymuje menu, wybiera danie z karty, po czym kelner zaprasza go do sterylnego pokoju, w którym drepcze sobie – zupełnie nie przeczuwająca swojego rychłego końca - świnia.  Kelner wręcza głodnemu klientowi nóż i tu przekaz jest już jakby nazbyt czytelny. Restauracja nazywa się Casa de Carne i... jest wytworem ludzkiej wyobraźni. Nie istnieje. Stworzona została na potrzeby... No właśnie czego? Zadaję sobie to pytanie od kilku dni.

 

Jaki cel ma tak naprawdę stworzenie tego filmu?

Zdania w internecie (cóż za zaskoczenie!) są podzielone. Część osób twierdzi, że to drastyczny, ale jednak ważny przekaz, bo uzmysławia, że widoczne na ekranie pięknie podane, usmażone żeberka były kiedyś żywym zwierzęciem. 

Proszę, niech mnie ktoś uszczypnie! Naprawdę? Naprawdę musimy tłumaczyć, że biegająca po łące krówka to nasz zraz wołowy? Że boczek w jajecznicy to ta śliczna różowa świnka, ten Prosiaczek z Kubusia Puchatka? Błagam nie.

Tak drodzy państwo – mięsko na tackach w marketach miało kiedyś oczka, kopytka i raciczki. Czasem pióra. Może marzenia. I nie rosło na drzewach. Szok i niedowierzanie.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Zdaję sobie sprawę, że film może skłaniać do refleksji, super, jeśli tak jest. Ale niechaj nie będzie dowodem na to, że jesteśmy społeczeństwem nieuków, którzy swoją wiedzę z zakresu biologii czerpali z hieroglifów w jaskiniach!

Druga grupa respondentów w swoich komentarzach pod filmem okazuje po prostu pogardę i kwituje śmiechem całą akcję. Oni są zagorzałymi i zdeklarowanymi mięsożercami i na nich nie robi to najmniejszego wrażenia. I szczerze – w ogóle mnie to nie dziwi.

Jestem wegetarianką od ponad 6 lat. Początkowo decyzja o rezygnacji z mięska na talerzu była podyktowana swoistego rodzaju doświadczeniem. Po pierwsze chciałam zaobserwować, czy w moim organizmie zajdą jakieś zauważalne zmiany, czy przełoży się to na jakość mojego samopoczucia. Chciałam także sprawdzić się jako ekspert w dziedzinie jarskich przepisów. Po 30 dniach efekty były nadspodziewanie zadawalające. Ale dotyczyły tylko samopoczucia, bo to – sama byłam zdumiona, jak bardzo – było znakomite. W kwestii bycia Magdą Gessler w swojej własnej kuchni dowiedziałam się tylko tyle, że muszę się jeszcze bardzo dużo nauczyć. Ale ziarno zostało zasiane. Od tamtej pory zmieniło się wiele. Nie tylko w moim jadłospisie ale także w  świadomości na temat mięsa .

Ale nie zmienia to faktu, nadal uważam, iż wspominany film może zrobić więcej krzywdy niż pożytku. Bo wolałabym, by postawić na dyskusję, rzetelne reportaże i statystyki. Nie uważam, by 2 minutowy filmik, tak przewidywalnie grający na naszych uczuciach miałby wpłynąć na losy świata.

Ja nie zostałam poddana indoktrynacji. To była moja niezależna decyzja. Niechaj każdy ma zatem swój wybór. Kiedy rozpoczynałam przygodę z wegetarianizmem wielokrotnie musiałam zmierzyć się z docinkami i żartami w stylu „co ty jesz? samą trawę?” Teraz mam wrażenie role się odwracają i to spożywający mięso są w pewnym sensie narażani na naciski.  A przecież można inaczej, spokojniej, bardziej merytorycznie i bez morderstwa w tle. Ale jeśli kogoś ta filmowa historia zastanowiła, wzbudziła refleksję i wpłynęła na decyzję o tym, co ląduje na talerzu – świetnie. Gratuluję!

Violetta Jankowiak

audycje_
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Słuchacz
Słuchacz 1.03.2019, 12:35
6 lat? Jestem pod wrażeniem! Ale to prawda, edukować trzeba powoli i systematycznie, bo terapia szokowa czasem może zrobić więcej złego niż dobrego. Pozdrawiam

Pozostałe