Łódź z silnikiem to wygoda i ogromna frajda – i nikt nie planuje nikomu jej odbierać. Warto jednak mieć świadomość, że jej wpływ na jezioro nie ogranicza się do „odrobiny hałasu”. To cztery zupełnie różne, nakładające się na siebie zjawiska, które najsilniej uderzają w najwrażliwszą, płytką strefę przybrzeżną (litoral).
1. Spaliny i paliwo prosto do wody
Starsze, gaźnikowe silniki dwusuwowe – ze względu na swoją konstrukcję – potrafią „wypluć” do wody nawet 20–30% niespalonego paliwa. Razem z nim do jeziora trafiają groźne związki ropopochodne, w tym toksyczny naftalen (z grupy wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych – WWA). Badania pokazują, że stężenie WWA na poziomie zaledwie 0,7 mikrograma na litr wywołuje u rybiej ikry deformacje i zwiększoną śmiertelność. Nowoczesne silniki czterosuwowe są znacznie czystsze, ale problem emisji wciąż istnieje.
2. Podwodny hałas
Pod wodą dźwięk rozchodzi się szybciej i niesie znacznie dalej niż w powietrzu. Ryk silnika motorówki to dla wodnych stworzeń potężny stres. Płoszy ptaki, zagłusza sygnały godowe ryb i zaburza ich żerowanie. To właśnie ochrona przed tym stresem jest głównym powodem wprowadzania tzw. „stref ciszy”.
3. Niszczycielska fala
Energia fali rośnie z kwadratem jej wysokości – oznacza to, że fala dwa razy wyższa niesie za sobą aż czterokrotnie większą siłę niszczącą. Fale generowane przez motorówki z impetem uderzają w brzegi, podmywają je i wyrywają delikatną roślinność szuwarową.
4. Wzburzone osady denne
Śruba i fale w płytkich miejscach podnoszą z dna muł. Woda traci przejrzystość, co odcina światło roślinom podwodnym. Dodatkowo wzburzone osady uwalniają zmagazynowany w nich fosfor – ten sam pierwiastek (biogen), który działa jak nawóz dla sinic, wywołując niebezpieczne zakwity i zabierając tlen rybom. Pod presją ruchu motorowego jako pierwsze giną łąki ramienicowe – podwodne dywany roślin, które są najlepszym wskaźnikiem czystej wody.
Od lat obserwujemy dwa trendy – większe jednostki na wodzie i wzrost w sektorze jachtów motorowych. Tym ważniejsze jest, by korzystać z silników w rozsądny sposób – przestrzegać istniejących ograniczeń, uważać na innych, stosować efektywne i niskoemisyjne napędy, unikać pływania na pełnym gazie, zwłaszcza przy brzegu. Szanujmy naturę, często to ona nas przyciąga nad wodę.
— Mateusz Hoffmann, koordynator Fundacji „Żeglarstwo jest eko”
Ruch motorowy na polskich jeziorach dynamicznie rośnie. Z danych systemu Reja24 wynika, że aż 75% zarejestrowanych w Polsce jednostek to łodzie z napędem mechanicznym, a wskaźnik ten rośnie o 1 punkt procentowy każdego roku.
Prawo stara się chronić najcenniejsze przyrodniczo miejsca. Rady powiatów regularnie wprowadzają strefy ciszy, które całkowicie zakazują używania silników spalinowych (często dopuszczając napęd elektryczny). Z kolei ustawa o ochronie przyrody kategorycznie zabrania ruchu motorowodnego poza wyznaczonymi szlakami w parkach narodowych i rezerwatach (tak chronione są m.in. rezerwaty jezior Nidzkiego i Dobskiego czy jezioro Wigry).
Nie musisz rezygnować z pasji, ale zmień nawyki, by chronić miejsca, do których chętnie wracasz:
- Przed zwodowaniem łodzi upewnij się, czy dany akwen nie jest objęty strefą ciszy lub rezerwatem.
- Tam, gdzie to możliwe, korzystaj z silników elektrycznych, żagli lub tradycyjnych wioseł.
- W płytkich strefach i blisko brzegu utrzymuj prędkość „bez fali”, by nie niszczyć szuwarów i nie mącić dna.
- Pilnuj sprawności technicznej silnika i tankuj ostrożnie, aby ani kropla paliwa czy oleju nie trafiła do wody. Jeśli możesz, zastąp stary dwusuw nowoczesnym czterosuwem.
Zasada na ten tydzień: Silnik spalinowy zostawmy tam, gdzie prawo na niego pozwala. Przy brzegu bezwzględnie zwalniajmy, a gdy tylko to możliwe – wybierajmy napęd elektryczny, żagle lub wiosła. Ekosystem jeziora podziękuje nam za to czystszą wodą i spokojem.
