Nad wodą łatwo pomyśleć: „to tylko ja, woda to rozcieńczy”. Niestety, w ten sam sposób myślą tysiące turystów. Dorosły człowiek wydala średnio 11–12 g azotu i 1,5 g fosforu na dobę. W skali roku to ok. 4 kg azotu i 0,4 kg fosforu. Te związki (biogeny) działają jak nawóz – napędzają eutrofizację, czyli masowy zakwit sinic i glonów oraz gnicie wody.
Doskonale widać to na Mazurach. W sezonie pływa tam ok. 15 tys. jachtów (nawet 100 tys. ludzi) – to jak spore miasto bez oczyszczalni. Infrastruktura nie nadąża: na 161 portów tylko 41 odbiera ścieki z toalet chemicznych, a zaledwie 26 ekomarin ma pompy do zbiorników. Reszta nieczystości zbyt często ląduje w wodzie.
„Nielegalne zrzuty ścieków z toalet jachtowych, choć często niewidoczne, mają realny wpływ na jakość wody, stan ekosystemów i bezpieczeństwo kąpielisk”. – Magdalena Fuk, prezeska Fundacji Wielkich Jezior Mazurskich
Ludzkie odchody to przede wszystkim bakterie Escherichia coli i enterokoki. Gdy ich stężenie przekroczy normy (1000 jtk/100 ml dla E. coli), Główny Inspektorat Sanitarny zamyka kąpielisko.
To nie tylko problem zepsutego urlopu, ale też ryzyko zdrowotne. Kontakt z zanieczyszczoną wodą (przez połknięcie, śluzówki czy rany) wywołuje wymioty, biegunki i gorączkę, szczególnie groźne dla dzieci, seniorów i kobiet w ciąży.
Skala podróży w Polsce sprawia, że małe decyzje tworzą potężną presję, a prawo surowo zabrania zanieczyszczania wód pod groźbą grzywny. Wystarczy przestrzegać prostych zasad:
Korzystaj z toalet w portach, marinach i na polach namiotowych.
Opróżniaj zbiornik jachtu wyłącznie w ekomarinach.
W sytuacjach awaryjnych załatwiaj się minimum 100 m od brzegu, a odchody zakop.
Myj się przy użyciu chemii tylko na lądzie.
Zasada jest prosta: woda to nie toaleta – dbajmy o czystość miejsc, w których wypoczywamy.
